ChAnGeS… 31 lipiec, 2005
rzucilam prace heh a bo mnie nasz nowy fantastyczny menedzer od marketingu i staff'u zdenerwował… musze jednak przyznac, ze nie wiedzialam ze potrafie tak ladnie klac po angielsku :)
tylko ostatnio straciło to swój urok, bo on to sie mnie chyba boi… przestal ze mna rozmawiac heh, no przyznaje nie jestem pokorna, ale nie wolno zmuszac ludzi do niewolniczej pracy i ja sie nie daje… :)
a wszystko zaczelo sie od tego ze chcial ograniczyc mi przerwy ;))
poza tym poraz kolejny zauważam jak wiele moze zmienic jedno slowo, prosty gest.. dzis i zreszta wczoraj również, klienci potrafili sprawić, że znów miałam uśmiech na twarzy :) proste słowa a tak wiele potrafią zmienić…. :)
poza tym muszę przeprosić ponieważ nadal nie napisałam rozprawy o Zahirze, chcialabym go przeczytac jednak jeszcze raz i może wtedy….
czasem tak trudno pewne rzeczy ująć w słowa…
najbardziej z całej chyba książki utkwił mi w pamięci właśnie motyw Zahira, stworzonego wiele lat temu nie wiadomo na jaki uzytek, coś z czym sie rodzimy i co później przekazujemy naszym dzieciom… specyficzne formy zachowania, pewne ramy i formy do ktorych musimy sie dopasować ponieważ w innym wypadku nasze "plemie" nas odrzuci…
a teraz zaczęłam (za niewielką namową Toma) Radykalne Wybaczanie…. książkę o hmm… radykalnym wybaczaniu, albo raczej pozbyciu się świadomości ofiary…. trudno wcielić w życie ale myślę ze się da… w każdym razie książka do przestudiowania dla wybranych…
ja dopiero przeczytałam przypadek Jill ale myslę, że to dobry moment by przejść do kolejnego etapu przemiany że tak to nazwę :)
ależ się rozpisałam….;)) czekam na ciepłą wodę i idę kąpać się i spać w końcu… 10 godzin pracy…. enough….
dobrej nocki życzę i niech moc będzie z wami ;)))