JeStEmTu…

…you don’t have to dream when you can fly…

PrZeRwA nA pApIeRoSkA… 28 wrzesień, 2005

Zaszufladkowany do: Wiktoria, z zycia... — efao @ 10:17 pm

papierosek to taka fajna sprawa, moza po prostu wyjsc, obojetnie kiedy, obojetnie w jakim momencie i po prostu zrobic przerwe, taka mala pauza w zyciu, wychodzisz na zewnatrz, zapalasz papieroska i wszystko nie wazne…..
dzis znow uciekam do travel lodga na drinka bedzie nice, potem taksoweczka do domku i spanko…
zaczynam powazniej myslec o stanach czy by tam nie pojechac, zobaczymy, musze tu popracowac chwile pomoc Krzyskowi splacic kredyt, odlozyc jakies pieniazki… no i marzy mi sie pewne autko Toyotka Celica Convertable…. mmm, z japoni cala imprezka kosztowala by mnie zaledwie jakies 5 tys euro ze wszystkim z shipingiem, podatkiem i ubezpieczeniem juz tutaj… ech zobaczymy, takie pieniazki tu to nie problem, w koncu na wyjazd do Indii wydalismy do kupy 4,5 tys euro… heh wracajac jednak do zycia :) dziwne to zycie jakies takie pokrecone…. mam ochote naprawde na chwilke wrocic do Polski, pojsc do knajpy, napic sie pifka, pogadac z jakimis ludzmi, pojsc na imprezke poznac kogos pogadac… ech tu caly problem polega na tym ze trudno poznac ludzi a im wiecej poznajesz tym bardziej stwierdzasz ze co polscy menszczyzni to polscy heh ;)) no dobrze przerwa na papieroska….

 

Za OkNeM wIaTr I oCeAn WzBuRzOnY… 26 wrzesień, 2005

Zaszufladkowany do: samotność — efao @ 11:38 pm

jutro odbieramy zdjecia z wyprawy, mmm…. nie moge sie doczekac, poza tym znow szukam pracy :) ciesze sie… zdecydowanie nie nadaje sie na domatorke…zobaczymy jak to wszystko sie ulozy… teraz mieszkam w Galway, jak dlugo? no nie wiem w sumie, mowia ze do 3 razy sztuka…. zobaczymy, nie chce zapeszac ale tez nie palam optymizmem… nie wiem sama, czas pokaze….. czas to taki ciekawy wymiar… w sumie nie wiele od niego zalezy, bo leci sobie rownolegle obok nas, a jednak troszke na nim polegamy… ze wszystko zaleczy, ze zapomni, ze pomoze jakos to przetrwac… czasem chcemy zeby zwolnil, czasem zeby przyspieszyl, a on po prostu plynie i wszystko ma w d…. ;) pisze tu i pisze juz tyle czasu…
widze ze ktos to czasem czyta, jednak po co to wszystko? zaczelo sie wszystko w maju… nie wiadomo w sumie od czego, od jakiegos zlego humorku pewnie i tak zostalo, jestem tu z wami czesto, szkoda ze nie mozemy byc ze soba osobiscie tak czesto….
tesknie za przyjaciolka, potrzebuje czasem porozmawiac o roznych rzeczach, czesto bzdurkach… facetach, zyciu, milosci… obejrzec jakis lzawy film w kinie, zapalic papieroska, wypic czysta ciepla zoladkowa w samochodzie ;) teraz tez tesknie za kims, kto oprocz tego, ze porozmawia ze mna o wszystkich bzdurkach na swiecie przytuli wieczorem…. a gdy rano otworze oczka nadal bedzie obok……
teskno mi za bratnia dusza….
teskno za miloscia…
wiecie kiedy ostatnio powiedzialam komus ze kocham? ojojoj….. to byl maj? moze kwiecien? dawno temu…..
samotno mi samotno….. zobaczymy, po pracuje, po zyje tu… potem moze znow dublin? w styczniu wycieczka do Polski, potem kupno autka… a potem moze do Ameryki Pld? a jak sie wkurze to sie spakuje i przylece do Polski…. tylko co ja tam bede robic? mieszkac z rodzicami? szukac pracy? prosic o kazde 5 zl na piwo? mmm….. chyba jednak Irlandia pod tym wzgledem wygrywa, szkoda ze przyjaciol tu tak niewielu….
mmm….. zlapalam jakis nastroj taki :)
ale don't worry :) usmiecham sie nadal szeroko bo wiem ze wszystko stoi otworem, bo wierze i mam nadzieje i ciesze sie ze mam wybor :) poza tym ide sobie zaraz na drinka do travel lodge'a :) ech i znow nie dotre do domku przed switem ;) dobrej nocki wiec :)
aaa…. i myslcie o mnie czasem cieplo poniewaz tu sztormy i zawieje brrrrr…….

 

ChCiAlAbYm SiE zAkOcHaC… 24 wrzesień, 2005

Zaszufladkowany do: Wiktoria, samotność — efao @ 3:57 pm

zmeczylam sie imprezkami…. heh tak, tak, ja zmeczylam sie i mam dosyc ;)

chcialabym sie zakochac, moc znow wypowiedziec zaczarowane slowa, wtulic sie w bezpieczne ramiona tej jedynej osoby i spedzic caly dzien w lozku ogladajac filmy……….
someday…..
maybe

ps. dopisek z 27.05.2006 – tego dnia nie spodziewalam sie, ze moja Malutka Wiktoria ma juz w brzuszku 5 dni…

 

SHiMlA, RIsHiKeSh, JOsHiMaTh, BaDrInAt, HaRdIwAr nO i DeHlI…. 18 wrzesień, 2005

Zaszufladkowany do: z zycia... — efao @ 4:08 pm

niesamowite dni, po prostu fantastycznie…….
opisze wszystko jeszcze dokladnie jak juz wroce do Irlandii….
bo byly i karaluchy wielkosci sredniej myszy i jazda ciezarowka noca z trzema francuzami i 3 hindusami ktorzy nie mowia w zadnym ludzkim jezyku obok przeleczy 800 metrowych w himalajach na wysokosci 3,5 tys m.n.p.m….. naprawde niepotrzeba sportow ekstremalnych, wystarczy trasa Rishikesh – Badrinath… 12 godzin podniesionej adrenaliny…. goraco polecam
droge powrotna tzn 200km jechalismy 14 godzin, w 4 miejscach byla zasypana przez lawine droga a w jednym kamienie spadaly nadal…. pierwsze skojarzenie moje to byla rosyjska ruletka – na kogo trafi ;) puszczali po 1 samochodzie czy tam autobusie…a miedzy nimi spadaly kamyczki wielkosci 1 metr na 2…
ech naprawde duzo by pisac… tyle sie dzieje, ze niesamowite jest ze jestem tu tylko 2,5 tygodnia…
jutro chcialabym kupic koszulke: no riksha, no taxi, no ruppies THANK YOU!!!
mysle, ze jak ktos byl w Indiach napewno dokladnie to zrozumie heh
dzis jeden z "free men" – tzn. takich co porzucili wszystko co mieli bo pragneli byc wolni… powiedzial mi, ze zyczy mi harmoni… between my heart mind and soul…..
duzo nad tym mysle………

 

Z dZiAlU pRaKtYcZnEgO… 9 wrzesień, 2005

Zaszufladkowany do: z zycia... — efao @ 1:27 pm

nie ma mozliwosci chodzic w suchej koszulce, jezeli zamowisz obiad czy piwo w malych restauracyjkach napewno bedzie swieze… poniewaz po skladniki dopiero ida do sklepu… wazne jest przescieradlo do spania, choc bez wzgledu na to jak bardzo sie rozbierzesz i tak bedzie za goraco… jezeli jest goraco trzeba sie cieszyc, bo zawsze moze byc cieplej… poza tym jak mowia sami mieszkancy EVERYTHING IS POSSIBLE w koncu to Indie…

 

FoRt I dAlEj W dRoGe… 9 wrzesień, 2005

Zaszufladkowany do: z zycia... — efao @ 1:16 pm

A obecnie znajduje sie w forcie, ktory goruje nad miastem i jest dokladnym odzwierciedleniem naszych wyobrazen o Indiach… waskie zlote uliczki, u podnoza fortu zlote domy i swiatynie… biegajace dzieci, swiete krowy… hoteliki restauracje i ten cholerny upal…..
ale juz dzis w nocy wyruszamy dalej…. na polnoc 12 godzin, potem jeszcze przesiadka w Jodhpurze i 5 godzin na zwiedzanie najbardziej okazalego fortu i kolejny pociag 20 godzin do Kalka, potem 10 godzin do Simla i juz na miejscu…. u podnoza Himalajow… tam zatrzymamy sie na 2 dni…

 

JaIsAlMeR c.D… 9 wrzesień, 2005

Zaszufladkowany do: z zycia... — efao @ 1:02 pm

Wczoraj wieczorem godzine w sumie po przyjezdzie i po zapoznaniu sie z sympatycznym niemcem z pokoju obok wyruszylismy jeepem na camel tour… bylo… bajecznie… mile towarzystwo, tzn my w trojke, dwojka chlopaczkow w wieku kolo 10 lat, z czego jeden praktycznie biegle mowil po angielsku (zdecydowanie lepiej niz 50% ludzi w polsce ktorzy uwazaja ze znaja angielski) i przewodnik…
wczesniej jednak zanim mielismy przyjemnosc wsiasc na nasze "rumaki" odwiedzilismy wioske na pustyni i zobaczylismy jak naprawde zyja tam ludzie… a takze zagubione swiatynie, ktore wydawaloby sie jakby byly z bajki… zagubione gdzies na koncu swiata…
potem bylo najlepsze, nadal ciezko siedzi mi sie na krzesle ;))
niesamowite uczucie "galopowac" na wielbladzie…
po jakiejs godzinie opanowywania jakby to zrobic zeby sobie wszystkiego nie poobcierac dotarlismy do przepieknych wydm… widokow i calej podrozy nie mozna opisac slowami…..chcialabym umiec opowiadac bajki o dawnych historiach, ludziach pustyni, maharadzach ktorzy kierowali swoim ludem o widokach krajobrazach… bo taki wlasnie jest Rajastan… po prostu cos co wydaje Ci sie ze zniknie gdy tylko odwrocisz sie na chwile…..

 

JaIsAlMeR… 9 wrzesień, 2005

Zaszufladkowany do: z zycia... — efao @ 12:49 pm

Obecnie wszystkie prawie podroze odbywaja sie w ten sposob, ze zwiedzamy w ciagu dnia wsiadamy w nocny pociag, tam spimy, przyjezdzamy na miejsce i znow to samo, w Jaisalmerze spedzilismy jednak noc, ktora jak sie okazalo byla dosc hmmm…. jakby to powiedziec spektakularna, glownie dla Rajastanu i jej mieszkancow poniewaz pierwszy raz od kilku lat spadl deszcz i to w dodatku przy towarzyszacych mu grzmotach i blyskawicach…
po przebudzeniu w nocy okazalo sie, ze nie ma pradu w calym miescie, nie dziala wiec nic, ani wiatrak ani cooler… totalnie nic…aaa no i nie ma wody… temperatura 40, 45 stopni…. i kolejne odkrycie, tak dla odmiany w pokoju mamy wode tylko nie w kranie a na podlodze, kilka centymetrow, ktora leciala sobie spokojnie przez dach i wplywala pod drzwiami do pokojow… jest jednak troszke chlodniej…

 

JaIpUr… 9 wrzesień, 2005

Zaszufladkowany do: z zycia... — efao @ 12:38 pm

Tam wynajelismy prywatnego rikszarza… albo to raczej on nas zwerbowal (w tym kraju trudno jest robic to co sie chce – asertywnosc niezla rzecz :)
trzeba przyznac, ze milo sie z nim zwiedzialo, chlopak 23 lata robi to od 7, bardzo dobry angielski oprowadzal nas po roznych miejscach, zdecydowanie polecam, choc warto rowniez przespacerowac sie uliczkami samemu… miasto niesamowite – tzw. Pink City..
tutaj ale rowniez w Mumbaiu dowiedzielismy sie co to znaczy jezdzic samochodem, riksza…. ja nie przejechalabym tam 10 metrow… wyglada to tak, ze masz caly czas wcisniety klakson (z malymi przerwami) pasow dla samochodow itp jest tyle ile sie akurat zmiesci, oprocz samochodow wszedzie sa tuk tuki, ryksze rowerowe, rowery, motory, ludzie, krowy, czasem tez camele znaczy sie wielblady… klimat niesamowity, bez szans dla przecietnego kierowcy, rowniez nie mozna tego opowiedziec, nawet zobaczenie tego na zdjeciach nie odda nigdy tego balaganu… i ogromny halas klaksonow, ktorych sa tysiace…. zdecydowanie warto przezyc!

 

Od CzEgO zAcZaC? MuMbAi… 9 wrzesień, 2005

Zaszufladkowany do: z zycia... — efao @ 12:32 pm

Przylecielismy do Mumbaju…przez Oman a dokladnie Muskat… Widok z samolotu przed wyladowaniem byl szokiem…. Mumbaj to ogromne 13 milionowe miasto z czego kilka milionow ludzi mieszka w slamsach, ogromny szok, nie do opisania jesli sie tego nie zobaczy na zywo, oprocz tego brud niesamowity glownie z powodu obecnych jeszcze deszczy monsunowych…. przezycie niesamowite ale tego miasta chyba nie polece… to byl jednak dopiero poczatek, oczywiscie jak to zwykle plany zmienilismy juz po przylocie… albo raczej przed kupieniem biletow… wiec na poczatku pojechalismy do Jaipuru, czyli w gore – Rajastan…

 

InDiE… 3 wrzesień, 2005

Zaszufladkowany do: z zycia... — efao @ 5:53 pm

no to pojechalam…..
Mumbai – Varanasi – Agra – Dehli – Simla – Jaipur – Jodhpur – Jaisalmer – Mumbai
4500 tys km
do zobaczenia po powrocie…..