NaDcHoDzI śWiT… 4 grudzień, 2005
sytuacja jak z mojego wpisu z 5 czerwca… ucieklam prawie sprzed oltarza z dzieckiem na reku…..
i nie bedzie nigdy znowu i nie bedzie nigdy moze….
nie boje sie mowic nigdy i zawsze, bo nie boje sie kochac….
tego Maleństwa ktore zyje pod moim serduszkiem i Ciebie Kochany, bo jestes Miloscią mojego życia…..
SKARBIE ZAWSZE BEDE CIE KOCHAC <3 myslalam ze juz nigdy Cie nie spotkam, bladzilam po omacku po swiecie, czepiajac sie wszystkiego co pozwalalo mi zapomniec o tym jak bardzo jestem samotna…..
i zjawiles sie Ty, pewnego dnia, ktory nie byl piekny…… byl srodkiem piekla w ktorym sie znalazlam…..
pojawiles sie w moim zyciu i jestes a ja kocham Cie nad zycie i dziekuje Bogu za kazdy dzien…… bo niczego juz wiecej nie pragne
KOCHAM CIE <3
Leave a Reply