JeStEmTu…

…you don’t have to dream when you can fly…

ViCkY :) 28 lipiec, 2006

Zaszufladkowany do: Bez kategorii — efao @ 5:13 pm

Zastanawiam się, czy ktoś też chciał oddać dziecko w pierwszych tygodniach :)

Jest cieżko…. czasem boję się czy starczy mi cierpliwości… ale pewnie starczy :)

Trudno jest mi to sobie wyobrazić, że tak już będzie zawsze…

A na razie to chciałabym się wyspać :)

I pomyśleć że Malutka ma już prawie miesiąc….

 

LoVe… 28 lipiec, 2006

Zaszufladkowany do: lof <3 — efao @ 5:08 pm

“Miłość cierpliwa jest i łaskawa,

Miłość nie zazdrości,

Nie jest bezwstydna, nie szuka swego.

Nie unosi się gniewem, nie pamieta złego.

Nie cieszy się z niesprawiedliwością lecz współweseli z prawdą.

Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy,

We wszystkim pokłada nadzieję.

Wszystko przetrzyma…”

 

No I pOnIeDzIaŁkU nIe DoCzEkAlIśMy… :) 8 lipiec, 2006

Zaszufladkowany do: Wiktoria — efao @ 10:09 pm

Teraz już uśmiecham się gdy to mówię chodź od czwartku w południe aż do soboty nie było mi do śmiechu….

Generalnie wszystko zaczeło się koło południa w czwartek czyli w dzień po przeprowadzonym przez nas ataku pod kryptonimem Viki czyli spacerek – szampan – seks :) Znaczy się, że zadziałało… :) Lukaszek czytał mi w myślach i wrócił z pracy jakieś 4 godziny wcześniej więc o godzinie 18 pojechaliśmy pierwszy raz do szpitala… okazało się, że bóle są nuu ale to by było na tyle i że moge zostać w szpialu ale że mieszkam niedaleko mogłam pojechać do domku… tak więc zrobiliśmy, spacerowaliśmy pół nocy koło godziny 1 stwierdziliśmy że pomimo całkiem już konkretnych bóli spróbujemy zasnąć i poczekamy na coś innego…. wzięłam więc kolejny prysznic i położyliśmy się spać, po pół godzinie zdecydowaliśmy się jednak jechać, ponieważ gdy się położyłam bóle stały się nie do zniesienia…. tak więc kolejna wizyta w szpitalu tym razem dostałam zastrzyki przeciwbólowe i zostałam skierowana na sale… tu zaczyna się część druga…..

Generalnie najdłuższa cześć czyli skurcze co 4 minuty, chodzenie z bólu po ścianach i czekanie na 1 cm…. tak było od godziny około 2, 3 w nocy do godziny 18 wieczorem, Łukaszek był tam ze mną bez przerwy, 24 na dobe i był po prostu fantastyczny… (nigdy Ci tego nie zapomnę :) Gdyby nie on poddałabym się jakieś 15 godzin wcześniej… :)

Kolejne badanie i w końcu jest!!! przenosimy się do sali porodowej!!!

Tam epidural – czyli znieczulenie zewnątrzoponowe… odejście wód itp…podłączono mnie do różnych aparacików badających bicie serduszka Malutkiej i moje skurcze, koło godziny 1 w nocy miałam już 7 cm i zaczęła się faza końcowa…. w miedzy czasie próba zamordowania położnej i anestezjologa bo skończył mi się środek przeciwbólowy…. generalnie męczenie sięgnęło apogeum…. po godzinnej imprezie o 3.09 nad ranem 1 lipca urodziła się Victoria :)

Dziś myślę o tym z uśmiechem i cieszę się, że już po wszystkim…. nie sądziłam, że tak szybko zapomnę o tych godzinach bólu…. Malutka rekompensuje te chwile…

Viki jest najcudowniejszą i najśliczniejszą dziewczynką na świecie… czy to miłość absolutna…. chyba tak…. i paniczny strach czy dam rade….ale wiem, że dam bo Łukaszek jest przy mnie <3

KOCHAM WAS OBOJE NAD ŻYCIE <3