JeStEmTu…

…you don’t have to dream when you can fly…

:) 18 sierpień, 2006

Kategoria wpisu: Bez kategorii — efao @ 1:00 przed południem

 

KoMeNtArZe… 18 sierpień, 2006

Kategoria wpisu: z zycia... — efao @ 12:01 przed południem

zauważyłam dziś że mam coś takiego jak program, który blokuje niektóre komentarze, które wg. niego są spamem… nawet nie wiedziałam i niestety część komentarzy przepadło… prosze jednak się nie zrażać bo teraz już wiem! :) i będę sprawdzać :)

 

DżDżOwNiCzKa… 17 sierpień, 2006

Kategoria wpisu: z zycia... — efao @ 11:58 pm

dsc03839a.jpg
moje Słonko na imprezie a ja w łóżeczku, do czego to doszło ;) Malutka śpi obok… ale pewnie zaraz obudzi się na karmienie :)

miałam się dziś wyspać ale tak smutno tu bez Ciebie… więc wpadłam na chwilkę tutaj…

patrzę na tą Malutką obok mnie i nadal nie mogę uwierzyć… niesamowite jak szybko ona rośnie, chciałabym zapisać każdą rzecz, która się w niej zmienia każdego dnia ale chyba nie starczyłoby mi tu miejsca i siły…

…bo najpierw tylko spała… jadła… robiła kupki i spała… każdego dnia odkrywam jednak “coś” …jak zaczęła podnosić główkę, 3 dnia już podniosła… było to jednak chwiejne i zaraz szybko opuszczała… dziś rzadko chce ją kłaść ;) a to dopiero 6 i pół tygodnia… lubię ją kłaść na nogach… kiedy tak siedzę z podkurczonymi nogami na łóżku kładę ją twarzyczką do mnie…. początkowo leżała…wystarczało jej patrzenie na mnie, na światełka do okoła (uwielbia okno w suficie ;) potem zaczęła podnosić główkę… niedawno zaczęła podkurczać rączki że z niewielką pomocą siada na moim brzuchu… podtrzymywana oczywiście… ale od kilku dni coś nie gra ;)) podtrzymywanie zajmuje ją tylko na chwilkę…. w ruch wchodzą nóżki ;))) Viki ma zaledwie półtora miesiąca i jest niesamowicie silna i…. marudna…. będzie z niej niezła złośnica… już to widzimy, że za wszelką cenę będzie chciała postawić na swoim… czasem gdy położymy ją na łóżku i zbyt długo się nią nie interesujemy zaczyna “krzyczeć”… ale nie płacze, tylko powoli coraz głośniej, coraz głośniej robi swoje “gaaaa!” jest urocza…gdy nie płacze…..

jest tyle drobiazgów o których mogłabym mówić… dzień kiedy zaczęła płakać łzami…. kiedy przestała łapać “ujęcia” otoczenia ;) i zaczęła przesuwać wzrokiem za obiektem….no i dzień kiedy się uśmiechnęła… tak świadomie… cudowne uczucie <3

obserwuję ją każdego dnia 24 na dobę… no nie do końca bo na szczęcie (!!!) przesypia noc… z nami w łóżku ale zawsze :) w każdym razie obserwuję ją bez przerwy i uczę się jej… wiem jak zasypia, kiedy trzyma smoka w buzi i początkowo śsie wytrwale, po chwili już tylko delikatnie widać jak co chwilkę się trzęsie aż w końcu 3 cudowna faza snu… smok wypada z buzi!!! moja ulubiona faza :) w końcu można mnie odłożyć do łóżeczka :) …wiem też jak płacze kiedy jest zmęczona (a z tym walczy ;) kiedy ma mokro i kiedy czuje się samotna, wiem kiedy jest głodna… no właśnie…. czasem potrafi jeść co godzinkę, a czasem z 4 godzinnymi przerwami…. karmię ją na żądanie bo tak podobno najlepiej i chyba coś w tym jest…. tak więc nadal breast feeding ;) co do jedzenia… Malutka robi przecudowną minkę jak jest głodna heh, otwiera wtedy buźkę i rusza nią na boki, czasem wpada w panikę jak przygotowanie do karmienia trwa za długo i do tego ruszania główką dochodzi posapywanie ;))) no przecudowny widok :]

co jeszcze? powoli zaczyna zauważać karuzelkę ale zdecydowanie woli światełka :) chwytać a owszem potrafi :) pod warunkiem że włożysz jej to do rączki… no i uwielbia kąpiele…. oczywiście pod warunkiem, że nie ma ataku wieczornej histerii albo że nie jest głodna :) poza tym jeździ z nami wszędzie… my z Łukaszkiem nigdzie nie ruszamy się bez siebie nawzajem i obecnie również bez Małej… jeździ więc do sklepów, urzędów, na spacerki, na interview Łukaszka i odwieźć chłopaków na imprezę wieczorkiem… idzie z mamą odprowadzić autko albo obejrzeć serial do cioci… jeżdzi na lotniska…generalnie wszędzie :) ostatno nawet wpadłyśmy razem na imprezkę :)

niestety z okazji breast feeding mama nie pije buuu…. ale jak już wcześniej wspominałam mama sobie odbije :)

cóż jeszcze o moim Skarbie? że jest najśliczniejszym i najcudowniejszym dzieckiem pod słońcem… i przypomina mi dżdżowniczkę…. z bajki…. tylko nie pamiętam jakiej ;)

})i({

 

NaSz MaŁy RoCzEk :) 10 sierpień, 2006

Kategoria wpisu: lof <3 — efao @ 5:39 pm

10 sIeRpNiA 2005 :)

niesamowite, że już rok minął od naszej pierwszej randki :) pamiętam jak dziś….. umówiliśmy się pod Temple Bar ;)))) hihihihi każde z nas pod innym ;) poszliśmy do Bargh’a (??? jakoś tak się chyba pisało;)… a raczej pod niego, bo było jeszcze cieplutko więc siedzieliśmy nad kanałem na trawce i piliśmy pifko :) ….i oboje staraliśmy się udawać, że dużo nie pijemy ;)))
KOCHAM CIE ANIOŁKU <3 dziekuje, że wtedy przyszedłeś <3

 

JaKoŚ tAk Mi SiĘ zEbRaŁo Na WsPoMnIeNiA… 8 sierpień, 2006

Kategoria wpisu: z zycia... — efao @ 1:24 przed południem

rok temu jak wylatywałam napisałam ten tekst….. to był lipiec, 5? 6? jakoś tak….

“naiwnie dziś chcesz zatrzymać ten czas
masz prawo by żyć najłatwiej jak się da
nie bój się słów, tak pragnę słyszeć, że
potrafisz sam odnaleźć miejsca swe

cały czas szukaj szans
wyrwij się z życia ram
uwierz mi
szczęście jest w nas

każdy dzień przeżywaj tak
jakby się miał skończyć świat
może czas wreszcie być sobą
i zacząć na nowo
mogę ja i możesz ty
robić tak, by lepszym być
ponad strach wzbić się jak anioł
tak samo…
dosięgać chmur………”

dziś jakoś mi się tak zebrało… i pomyślałam sobie ileż rzeczy się zdarzyło przez ten ostatni rok… aż niesamowite, że to tylko rok… ciężko to zmieścić w 12 miesiącach… (Mała marudzi i wybija mnie z przemyśleń…) no właśnie Mała…. kto by pomyślał jeszcze wtedy…. że w lipcu następnego roku będę mamą malutkiej istotki…. ale chyba (chyba napewno :) w końcu po górkach i dołkach ostatnich lat jestem na prostej… przewrotny ten umysł człowieka jak szybko potrafi zapomnieć jak było źle…. chociaż to chyba dobrze… szkoda tylko że tak samo potrafi zapominac co dobre… wrrr….

nieważne…. ostatni rok…. podsumowanie w skrócie byłoby chyba takie - Victoria; bardziej rozbudowane - Victoria i Łukaszek; szczegółowe - hostel… najdłuższa impreza w życiu ;) Indie…. do teraz nie wiem po cholere pojechałam…. ale chciałabym tam wrócić…. nadal nie wiem jaki mieć stosunek do Indii… budzą we mnie mieszane uczucia, które walczą ze sobą i nie wiem co myśleć… z jednej strony Krzysiek… a jednak z drugiej Mała istotka która jest całym moim światem…. i teraz problem natury jakiejśtam cieszyć się, czy nie…. czasem wraca pytanie a co by było gdyby? gdybym nie pojechała……. i wtedy patrzę na tą moją cudowną rodzinkę i wiem, że to wszystko nie ważne…. że cieszę się, że pojechałam bo gdybym nie pojechała jest taka opcja że nie miała bym tego co mam teraz….. i może to faktycznie tak jest, że nie ma tego złego…. że czasem dzieje się coś i z naszego ziemskiego, chwilowego punktu widzenia wydaje nam się, że jest źle…. że generalnie świat nasz się wali, lub generalnie juz się zawalił…. że gorzej już być nie może jednak z pewnej perspektywy… zazwyczaj czasu zauważamy że to był jakiś punkt zwrotny…. że dzięki temu mamy to co mamy…. a ja za to co mam oddałabym wszystko….. bo nic już więcej nie chce…. ktoś się mnie zapytał czy gdybym wiedziała co się stanie jak będzie wyglądał ten rok czy bym pojechała…..? chyba nie można odpowiedzieć na to pytanie… bo przecież gdybym wiedziała to poprostu mogłabym manipulować przyszłością…. i zacząć od końca i oczywiście nie pojechać… jednak z drugiej strony nie wiem jak moje poczynania by się skończyły…. więc chyba jednak zdecydowałabym się aby przezyć ten rok tak jak przeżyłam…. bo wiem że na końcu byłabym szczęśliwa…. na myśl nasuwa mi się film “Sliding doors” w polskim tłumaczeniu “Przypadkowa dziewczyna” (zawsze mnie fascynują te polskie tłumaczenia) opowiada o tym co by było gdyby…. i nie zawsze małe dobre rzeczy składają się na dużą dobrą…. czasem plus i plus daje minus…. czasem trzeba dostać po dupie, żeby się zebrać do kupy i żeby naprawić swój świat….. (myślę, że niezła puenta na zakończenie….)

swoją drogą… dawno już nie pisałam…… tak od siebie… a bardzo dawno nie pisałam o życiu…. generalnie szczeście nie sprzyja blogom… w przeciwieństwie do nieszczęśliwych miłości czy innych tam problemów natury międzyludzkiej…. więc moje pisanie zubożało choć myślę, że nie na długo…. ponieważ blog powolutku zmienia swoją tematykę na bardziej życiową - Victoria :)

 

NaS cZwOrO? 7 sierpień, 2006

Kategoria wpisu: 1 — efao @ 10:45 przed południem

my pet!

 

KaŻdEgO dNiA… 5 sierpień, 2006

Kategoria wpisu: Wiktoria, lof <3 — efao @ 9:44 przed południem

…uczę sie cierpliwości…

a nie jest to łatwe bo do cierpliwych nie należę, Łukaszek też…. czasem trudno z Małą wytrzymać… pewnie łatwiej jest gdy dziecko jest długo wyczekiwane…. no u nas nie powiem żeby było planowane :) i  czasem trudno jest zrozumieć że musze być w domku… że nie mogę iść na impreze, że nie mogę pójść gdzieś sama….

…trudno być cierpliwym kiedy takie maleństwo jest kompletnie nie komunikatywne… więc je, robi kupki, siusiu, czasem i jedno i drugie podczas przewijania… czasem spi… generalnie płacze i marudzi…. tak więc wracając do jednego zdania które napisałam jakiś czas temu… nie istnieje nic takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia… albo może inaczej, miłość od pierwszego wejrzenia jest…. bo to cud, kiedy kładą taką malutką pomarszczoną istotkę na brzuchu zaraz po urodzeniu… potem generalnie jest zmęczenie i rozczarowanie, że “ono” tylko płacze i płacze i jest przyssane do cyca 20 godzin na dobe….

…teraz po 5 tygodniach już jest lepiej :) Vicky staje się bardziej komunikatywna i bardziej marudna ;) więc Kocham ją jak śpi i jak sobie coś gaworzy…. a jak płacze…. no cóż… też ją Kocham, tylko wtedy boję się, że nigdy nie przestanie…

tak wogóle to ciekawe dlaczego mówi się, że ktoś śpi jak niemowle…. osoba która to wymyśliła nigdy nie miała dzieci

…myślę, że tylko ktoś kto ma swoje własne Maleństwo i spędzał z nim te pierwsze tygodnie życia będzie wiedział o czym mówię… abstrakcja jak takie Maleństwo potrafi być czasochłonne…. zdecydowanie full time job ;)

…a poza tym wszystkim… czyli generalnie poza tematem Victorii, która generalnie jest obecnie pępkiem naszego świata i poza Łukaszkiem moim cudownym, którego Kocham nad życie i ktory jest kolejnym pępkiem mojego świata :)

abstrakcja… pewnie nikt mi nie uwierzy ale jestem zakochana na zabój…. sama nie potrafię w to uwierzyc…. okazuje się że i głupi ma szczęście…. ni cholery nie wiem dlaczego… myślę, że ktoś “u góry” popełnił błąd…. a może w jakiś sposób zasłużylam… a może to nie ja, może to Malutka…. ale JESTEM SZCZESLIWA….. <3
…no dobrze tylko, że miało być poza tym tematem ;)

WIĘC…………obecnie nie pracuje… od maja… i zaczynam troszku wariować… osoby które mnie znają, zdają sobie sprawę, że domator ze mnie żadny… ;)) tylko z Małą jeszcze nie bardzo da się coś zrobić… więc chodzimy na spacerki 3 godzinki dziennie…. czasem więcej zależy od nastroju (Małej oczywiście)… chodzimy na zakupy, jednak to troszkę mało… zastanawiam się co można ciekawego robić z takim dzieckiem zdecydowanie poza domem…?? jest jeszcze za malutka na cokolwiek…. ale coś wymyślę :) generalnie jak prawdziwa Irishka chodze z Malutką po zakupy :)

brakuje mi też Łukaszka… ale będzie lepiej bo 21 tego miesiąca zaczyna nową prace i w końcu będzie 2 dni w tygodniu w domku…. teraz nie było fajnie bo od 2 do 23 to bardzo długo…. szczególnie że są to godziny Małej - tak od 7 do 23 :/ więc generalnie marudzi i płacze…

AAAAAAAA……..wspominałam moze że lecimy do Polski?? będziemy chrzcić Malutką, więc pierwsze spotkanie rodzinne hehe… ciekawe jak będzie… ale myślę, że dobrze :) Rodzice Łukaszka sa bardzo sympatyczni (zresztą upewnię się już za 2 tygodnie ;) więc myślę, że będzie OK:) poza tym muszę załatwić paszport, dowód i…. uczelnię… będzie szaleństwo na kółkach… no i trzeba chyba będzie porozmawiać o ślubie, bo jakoś niedługo trzeba to będzie załatwiać… chciałabym żeby był taki o jakim marzę… w końcu teoretycznie ;))) bierze się go raz w życiu :)

no już uciekam…. Vicki się obudziła :) miłego dnia

poza tym mam nadzieję, że uda mi się dziś przemóc niechęć i pójdę pobiegać… generalnie jeszcze nie powinnam ale zaczynam łapać dołki związane z tym jak wyglądam… tzn. jak na kobietę po ciąży to wyglądam nieźle… tylko że ja nie chce wyglądać jak kobieta po ciązy tylko CHCE ZACZĄĆ SIE MIESCIC W SWOJE UBRAAAANIAAAA!!!!!!!