JeStEmTu…

…you don’t have to dream when you can fly…

ZyCiE… 3 styczeń, 2008

Kategoria wpisu: happy!, impreza, lof <3, z zycia... — efao @ 3:29 pm

zapr.jpgdziwnie tak sie pisze tu…. dawno nie pisalam… jak tam zycie? ano dobrze :)

13 pazdziernika 2007 w Poznaniu odbyly sie zaslubiny Ewy Owczarek i Lukasza Proniewicza :) a potem impreza w Wagrowcu (swoja droga, polecam z calego serca kapele Roland z Poznania, zabawy mieli niebanalne, nic glupiego, muzyka rewelacyjna - szczegolnie Bialy Mis w wykonaniu Rockowym :D i Pawla kamerzyste: www.pamiatkaslubu.pl - album niesamowity, profesjonalna obsluga)

bylo rewelacyjnie… patrz -> dzien przed 5.30 rano wyprawa po kwiaty, tysiace kolorow o tej godzinie moga zabic, a mila pani ktora pomagala nam wybrac kwiaty byla bardzo dokladna ;)

kosciol przystrojony byl cudownie (rodzice zrobili nam niespodzianke), a pierwszym utworem w kosciele byl Elvis Presley: I can’t help fallin in love….

Wise men say only fools rush in
but I can’t help falling in love with you
Shall I stay
would it be a sin
If I can’t help falling in love with you

Like a river flows surely to the sea
Darling so it goes
some things are meant to be
take my hand, take my whole life too
for I can’t help falling in love with you

Like a river flows surely to the sea
Darling so it goes
some things are meant to be
take my hand, take my whole life too
for I can’t help falling in love with you
for I can’t help falling in love with you

mielismy tez skrzypaczke… a dokladniej skrzypaczka :) potem do limy i na impreze :)

impreza udala sie rewelacyjnie, w skrocie - swietne jedzenie, fantastyczna muzyka, byl prosiak, aaaaa no i kolejny prezent od rodzicow - sztuczne ognie (rewelacyjne) no i oczywiscie co najwazniejsze - swietni goscie :D ;)))

 

PrAcA… 3 styczeń, 2008

Kategoria wpisu: 1 — efao @ 2:46 pm

Czuje sie czasem jak na amerykanskim filmie…

…dziecko rano do przedszkola, potem do biura, swoje miejsce parkingowe, stuk puk obcasikami do biura, piiii i wchodze… hello, hello, morning albo Happy New Year, herbatka, sniadanko, cos tam postukam na kompie, kilka telefonow, potem w samochod po rolls’a lub sandwich’a na lunch, stuk puk obcasikami do biura, zjemy lunch’yk, kilka telefonow, jakies zamowienia, kilka maili… i do domku, bye bye, odebrac dziecko, 30km autostrada, pobawic sie, wykapac, i tuli tuli, potem internet, sprawdzenie rachunkow, planow na jutro, witaminki, herbatka i tuli tuli…

cudownie :) czemu w sumie kojarzy mi sie to z amerykanskim filmem? a nie po prostu irlandzkim heh ;)

a tak wogole to w pracy stem…. nic mi sie nie chce od czasu swiat, jakies takie rozleniwienie… tylko szefowa marudzi bo znow dzisiaj pozniej przyjechalam, mialam spotkanie z GP i do szpitala jechalam umowic sie na spotkanie, takze pierwszy scan bede miala 14 marca :) moze juz wtedy dowiemy sie czy chlopczyk to czy dziewczynka :D